podstrona jest częœciš serwisu www.informator-weselny.pl 

 

Dziennikarze o naszych targach weselnych


"Kopciuszek czy panna młoda?"

"Pierwsze na świecie Targi Usług Weselnych"

"Sto lat młodej parze"

"Ślubne dożynki"

"Takiego wesela jeszcze nie było"

"Targi jak z bajki"

"Worek pieniędzy dla narzeczonych"

"Wesele tysiąclecia"




"Kopciuszek czy panna młoda?"

Orkiestrę, kamerzystę i kucharkę polecili nam na wesele znajomi. Nie wiedzieliśmy, gdzie można szukać najlepszych, więc zaufaliPmy ich opinii. W sierpniu przekonamy się, czy był to dobry wybór - mówi 22-letnia Lidia Krzywożycka mieszkająca w okolicach Oświęcimia. W pierwszą- sobotę sierpnia przyszłego roku stanie na ślubnym kobiercu. Jej wybrankiem jest Sławomir Pindel.
Z takimi problemami muszą się uporać niemal wszyscy przyszli nowożeńcy. Decyzję o wyborze zespołu muzycznego, kucharki, kelnerek, dekoratora wnętrz czy wreszcie operatora kamery i fotografa, podejmują zwykle na podstawie czyjejś rekomendacji. Nie zawsze jednak okazuje się ona trafna. Z myślą o nowożeńcach zorganizowano Targi Usług Weselnych, pierwsze na śląsku. Odbyły się przed kilkoma dniami w Jaworznie.
- Pomysł na targi zrodził się podczas jednego z wesel, gdzie pracowałem jako kamerzysta. Postanowiłem umożliwić młodym ludziom kontakt z osobami Pwiadczącymi usługi weselne. Od nich przecież zależy, czy goście będą dobrze się bawić i mile wspominać ten czas - opowiada Andrzej Gontarz z Byczyny. Podzielił się z żoną Anną swym pomysłem. Uznali, że jest doskonały i przystąpili do realizacji.
Nowożeńcom i ich rodzicom z Jaworzna, Mysłowic, Chrzanowa. Trzebini i Libiąża swoje oferty przedstawiło 46 wystawców z różnych branż.
Każdego roku udziela się na tym terenie około tysiąca Plubów. Co można było obejrzeć? Niemal wszystko, bez czego wesele nie może się obyć. Począwszy od zaproszeń, po bukiety Plubne, wystawy fotograficzne, dotychczasowe dzieła operatorów kamer, suknie Plubne, biżuterię, dekoracje sal i koPciołów. Nie oferowano jedynie kandydatów na przyszłych małżonków...
- Targi są bardzo dobrym pomysłem. Można na nich wiele rzeczy podpatrzyć. Gdybyśmy mieli na tyle pieniędzy, chętnie pojechalibyśmy do ślubu limuzyną - mówił Wojciech Dymek z Młoszowej, który 11 wrzePnia przyszłego roku zawrze związek małżeński z Sylwią Kuczowicz z Dulowej. Wiele spraw związanych z przyjęciem weselnym zdążyli już załatwić, m.in. zamówili salę, kucharkę i zespół. Liczyli jednak, że coś ciekawego zwróci ich uwagę.
W dekorowaniu wnętrz popularnością cieszą się zestawy łączące kolor biały z czerwonym, szafirowym, różowym oraz zielone i granatowo-żótte. Proponowano na przykład specjalny baldachim, pod którym siedzieliby tylko nowożeńcy.
- Nie są już modne dekoracje z balonów przypominające bal karnawałowy. Zamiast tego polecam na przykład wiszące parasolki, kule, kosze kwiatów, girlandy kwiatowe, które optycznie obniżają sufit.
Wszystko jest dopasowane kolorystycznie do obrusów, serwetek, świeczek - i co ważne - do pory roku. Na stołach koniecznie muszą być żywe kwiaty- tłumaczy Mariola Korcz z Żarek.
Duże zainteresowanie wzbudzały amerykańskie limuzyny, które jaworznianie mieli okazję obejrzeć, zanim jeszcze rozpoczęły się targi. Cztery białe lincolny paradnie przejechały bowiem głównymi ulicami miasta. Wynajęcie limuzyn, choć kosztowne, staje się coraz modniejsze. Kosztuje to 220 zł za godzinę lub 1200 zł za 12 godzin. (Czas liczy się od momentu podstawienia samochodu w umówione miejsce.)
- Zdarzają się różni klienci. Jedni starają się jak najszybciej po Plubie kościelnym przyjechać na salę i zmieścić się w dwóch godzinach. Co chwilę patrzą nerwowo na zegarek, by przypadkiem nie rozpoczęła się kolejna godzina. Inni zaś z góry zakładają, że praca kierowcy nie zakończy się na jeździe do fotografa. Może ha przykład trzeba będzie jeszcze odwieść niektórych gości - opowiada Rafał Nowak, prezentujący amerykańskiego lincolna town car z 1992 roku.
Na targach można było spróbować ciast weselnych, kilkupiętrowych tortów, wędlin, napojów. Pomyślano także o propozycjach wyjazdów w podróż poślubną i informacjach o kredytach dla małżeństw.
- Odchodzi się od tradycyjnych posiłków na rzecz bardziej wyszukanych. Nie podaje się na przykład bigosu. Staram się proponować dania wymyślne. Wymagają więcej pracy, ale za to doskonale się prezentują i smakują - mówi Janina Puchal, kucharka z Jaworzna. Na targi przygotowała kilka rodzajów sałatek jarzynowych. Jedną z nich umieściła w wydrążonym chlebie, którego skórkę zanurzyła wcześniej w miodzie.
Przyszłe panny młode patrzyły z podziwem na prezentowane przez modelki kreacje Plubne. Były suknie z gładkich, jednolitych tkanin, z dużymi dekoltami, bliskie ciała, a także tradycyjne, szyte z koła. Do tych obcisłych doskonały dodatek stanowiły obfite welony. Organizację przyjęcia weselnego planuje się zwykle przy-najmniej pół roku wcześniej. Ci którzy poczynili już w tym kierunku pierwsze kroki i
oczywiPcie są już po zaręczynach, stawili się na Balu dla Zaręczonych. Nocną część imprezy urozmaicono loterią fantową, do której usługodawcy ufundowali upominki. Największą
niespodziewaną atrakcją było natomiast poszukiwanie Kopciuszka, czyli przyszłej panny młodej o wymiarach:
biust - 86 cm, talia - 62 cm, biodra - 92 cm oraz numer buta - 38. Czekała na nią sukienka ślubna, welon, buty, bukiet i paragon upoważniający do zamówienia bukietu tuż przed ślubem. Wymiary Kopciuszka miała Anna Żugaj, która stała się póżniej gospodynią balu. Prezent był dla niej miłą niespodzianką, zwłaszcza że nie zdążyła jeszcze kupić kreacji ślubnej.



Tekst: EDYTA BANASIK Dziennik Zachodni

"Pierwsze na świecie Targi Usług Weselnych"


14 listopada Anna i Andrzej Gontarzowie z Byczyny organizują w Jaworznie bardzo nietypową imprezę Targi Usług Weselnych, połączone z Wielkim Balem dla Zaręczonych. Z Andrzejem Gontarzem rozmawia Magda Bromboszcz - przyszła panna młoda.

- Jaki jest cel imprezy i w ogóle skąd pomysł?
Od siedmiu lat pracuję na weselach jako kamerzysta. Zauważyłem, że zorganizowanie ślubu i wesela tak, aby było wspaniałe i niezapomniane, nie jest taką prostą sprawą. Powodzenie imprezy zależy od dobrej organizacj i obydwu rodzin przyszłych małżonków i właściwego dobrania kilku elementów. Przede wszystkim - odpowiedniego zespołu muzycznego dla całej grupy gości. Ważny jest też dobór wielkości sali do liczby weselników, profesjonalna obsługa kulinarna, wystrój sali, serwis fotograficzny i wideo. Wszystko to, niczym elementy układanki, zestawiają ze sobą narzeczeni wraz z rodzicami. Zdarza się, że ten układ jest niezbyt szczęśliwy i zamiastwspaniałych wspomnień pozostaje niesmak. Czasem jest to przyczynąwzajemnych żali obydwu rodzin. Dzieje się tak najczęściej z powodu braku doświadczeniai informacji o rynku usług w tej branży. Pomysł na targi przyszedł mi właśnie na weselu. Grał wtedy zespół "Top Dance" -jeden z najlepszych na tym terenie. Na parkiecie oczywiście szaleństwo. Wiedziałem, że będę miał dobry materiał na kasetę. Dlaczego nie może być tak zawsze, skoro niektórzy planują wesele już nawet rok wcześniej? Olśniło mnie w ciągu sekundy, a po dziesięciu minutach miałem już w głowie cały plan imprezy.
- Czy sensowne jest organizowanie targów dla kucharzy, kelnerek, które swoją pracę traktują jako dorywczą?
Wydaje mi się, że słowo targi do tego wszystkiego nie pasuje. Umówmy się więc, że będzie to spotkanie ludzi z branży weselnej na zakończenie sezonu (właśnie w listopadzie), na którym ugościmy swoich przyszłorocznych klientów.
- Czy spotkanie towarzyskie i ewentualną wymianę doświadczeń planujesz na Balu dla Zaręczonych?
Dokładnie tak. Wcześniej przyjdą obejrzeć naszą ofertę przyszli małżonkowie wraz z rodzicami. Będą nakryte stoły, wystawy fotograficzne, dekoracje sal i kościołów, limuzyny ślubne, suknie, biżuteria, kwiaty i wiele innych ciekawych rzeczy. Później bawimy się na balu już tylko z narzeczonymi. Ta część imprezy również będzie przeplatana różnymi pokazami. Planujemy również loterię fantową z upominkami od usługodawców. Po zapoznaniu się z opinią dwunastu kamerzystów, zaprosiliśmy kilka najlepszych ich zdaniem zespołów muzycznych. Zagra: "Alados" zChrzanowa, "Top Dance" z Pogorzyc, "Takton" z Libiąża i "Jupiter' ' z Jaworzna. Całość poprowadzi prezenter muzyczny - Wiesław Czerwonka z Chrzanowa.
- le kosztuje wstęp na imprezę?
Narzeczeni wszędzie wchodzą za darmo. Jednak na bal muszą dokonać rezerwacji pod numerem 616-19-09. Do tej pory zgłosiło się już ponad sto par. Możemy przyjąć jeszcze około pięćdziesiąt, gdyż więcej nie pomieści sala, którą wynajęliśmy. Właściwie powinniśmy taką imprezę organizować w Hali Widowiskowo-Sportowej, jednak na dzień dzisiejszy nie stać nas na to, ponieważ przedsięwzięcie nie jest dochodowe. Wszystkie osoby i firmy, które chciałyby się jeszcze do nas przyłączyć, wpłacają wpisowe w wysokości 50-300 zł, w zależności od rodzaju prowadzonej działalności.
- Jak duże jest zainteresowanie?
Targi odwiedzi ponad dwieście par narzeczonych wraz z rodzicami. Połowa z tej liczby zdeklarowała się osobiście dzwoniąc do nas, ponadto wystawcy zobowiązali się wysłać zaproszenia do osób, z którymi już mają podpisane
umowy na przyszły rok. O tylu parach wiemy. Być może zainteresowanych jest więcej. W tych miastach, które postanowiliśmy objąć swoim zasięgiem, rocznie udziela się tysiąc ślubów. Wśród wystawców mamy wiele ciekawych firm. Pokażemy kilka Lincolnów amerykańskich. Mercedesy i inne przystrojone limuzyny. Będzie również zaczarowana dorożka. Salę przystrój ą firmy dekoratorskie z Żarek i Jaworzna. Obejrzymy również przykłady dekoracji kościołów firm z Luszowic i Jaworzna. Swoje zdjęcia pokaże Fotostudio Jacka Gniewka z Trzebini i Jana Żbika z Jaworzna, a także prawdziwy autorytet wśród fotografów - Krzysztof Niesporek z Katowic. Zaprezenuje się również kilku fotoreporterów. Nad sposobem prezentacji własnych możliwości zastanawiają się kamerzyści z Jaworzna i Chrzanowa. Restauracja "Arkady" z Myślachowic wystawi stylowy stół z chłopskim jadłem. Ciekawe oferty przedstawi firma "KOKO" z Trzebini i hurtownia napojów z Jaworzna. Podróże poślubne zaoferuje biuro turystyczne "Jawor Tour'' z Jaworzna. Bank PKO BP przygotuje specjalne kredyty na organizację wesel. Będą suknie ślubne, biżuteria, kwiaty i wiele innych przydatnych drobiazgów. Nie zabraknie również tortu weselnego. Swoje wyroby pokaże cukiernia z Byczyny i "Ania" z Jaworzna. Jeszcze nie wiemy, jak zareklamujemy zespoły muzyczne, które nie występująna balu. Podczas uroczystego rozpoczęcia targów posłuchamy znakomitej scholi dziecięcej "Boże Źródełko" z Byczyny. Planujemy również występy grupy tanecznej z Domu Kultury KWK "Jaworzno". Ciągle przyjmujemy nowe zgłoszenia. Zapraszamy wszystkich chętnych i niezdecydowanych. Każdego traktujemy indywidualnie, pomożemy się przygotować do targów. Zapraszamy także tych, którzy chcą dopiero wystartować w tej branży. Nasz telefon 616-19-09 czynny jest dla Was non stop. Jeszcze przez tydzień zbieramy informacje o usługach do katalogu, który w nakładzie tysiąca sztuk będzie docierał do narzeczonych przez cały rok.
- A gdzie dokładnie odbędzie się to cale zamieszanie?
W Jaworznie przy ul. Pstrowskiego l, na tak zwanej "Skałce". 141istopada,wsobotę,odgodz. 11.00 do 15.00 odbędzie się impreza targowa, na którą zapraszamy wszystkich, a od godz.17.00 Wielki Bal dla Zaręczonych, na którym zaproszę Cię do pierwszego tańca.
- O, dziękuję, pierwszy mam już zajęty... Może drugi?.


"Sto lat młodej parze"


Tak udanej imprezy w Trzebini nie było już dawno. Wszystko za sprawą Andrzeja Gontarza, który właśnie tu postanowił zorganizować kolejne targi usług weselnych i komunijnych. Do restauracji Parkowa przyjechali goście i wystawcy z rejonu całej Małopolski Zachodniej i Śląska. Do Parkowej bez trudu trafiali goście nawet z najbardziej odległych zakątków województwa. Szpalery samochodów ustawione wzdłuż drogi wskazywały na miejsce spotkania. Przed wejściem do lokalu czekały pięknie udekorowane białe limuzyny, które młode pary mogły wynająć na swoją uroczystość. Wewnątrz restauracji na każdego z gości, czekała uczta dla oczu i podniebienia. W promocji swych usług prześcigali się fotografowie, kamerzyści, dekoratorzy wnętrz i orkiestry. Przy suto zastawionych stołach można było zapoznać się z ofertą lokali gastronomicznych organizujących weselne uroczystości. Każda firma na potwierdzenie swych kulinarnych umiejętności częstowała weselnymi potrawami. Największą popularnością cieszyły się torty i ciasta, których każdy łasuch mógł kosztować do woli. Wielopiętrowe torty zachwycały niczym dzieła sztuki. Nie mniej pięknie prezentowała się oferta przedstawicieli kwiaciarni. Bogactwo ślubnych bukietów i kwiecistych dekoracji powodowało, że niejedna narzeczona traciła głowę. Każdy z zaręczonych panów mógł też zobaczyć swoją wybrankę w ślubnym makijażu, gdyż firmy kosmetyczne prześcigały się w upiększaniu dziewcząt. A po tym pełnym wrażeń wieczorze wszystkich narzeczonych zaproszono na wielki Bal dla Zaręczonych, na którym panie mogły wybrać suknię swoich marzeń, a panowie najlepszą orkiestrę weselną.

Gazeta Krakowska


"Ślubne dożynki"


Serwowanie bigosu na ucztach weselnych już wyszło z mody, podobnie jak sadzanie lalki na limuzynie wiozącej nowożeńców przekonywano wczoraj w restauracji Parkowa w Trzebini-Sierszy.

Restauracja pękała w szwach. Kilkuset zwiedzających przeciskało się pomiędzy stoiskami kilkudziesięciu wystawców. Każdy z nich wabił czymś równie niezwykłym, jak dzień ślubu lub komunii. W tytule naszego katalogu nazwaliśmy wprawdzie targi "pierwszymi na świecie", ale z całą pewnością są one pierwsze w Polsce. Pomyśleliśmy, że pod koniec sezonu wesel, dobrze byłoby urządzić takie ślubne dożynki, czyli spotkanie osób z branży organizatorów przyjęć - podkreślała Anna Gontarz, która wraz z mężem Andrzejem już po raz drugi przygotowała tę imprezę. Jej zdaniem, w przygotowywaniu wszelkich przyjęć i uroczystości najważniejsze jest serce. Potwierdza to Janina Puchal, właścicielka firmy prowadzącej "kompleksową obsługę wesel". W zależności od portfela klienta, proponuję zestaw dań: wystawny, średni, normalny albo skromny. Ale do wszystkich przykładam się tak samo. Pani Puchal przygotowała już kilkaset uczt.
- Na bigos dziś już nikt nawet nie popatrzy. Ale flaczki dalej są w modzie. Zastawa stołowa też musi być specjalna. My serwujemy wszystko w szklanych naczyniach koloru szafirowego. Czterdzieści stron katalogu pokazuje nowe ślubne tendencje. Zaproszenie powinno zawierać zdjęcie nowożeńców. Samochód mają pokrywać białe szarfy i kwiaty. Fotograf koniecznie wykona młodej parze zdjęcia w plenerze, a goście obejrzą pokaz ogni sztucznych. Na zakończenie wczorajszej imprezy urządzono bal dla par zaręczonych. Program przewidywał wybory kopciuszka, czyli panny, na którą będzie pasować sprezentowana suknia ślubna i atłasowe pantofelki. Jak zdradziła Mirosława Warzecha, której krakowski salon ufundował sukienkę, kopciuszek musi mieć wymiary przeciętnej panny młodej: stopę nr 38,86 cm w biuście, 65 cm w talii oraz 170 cni wzrostu. Obwód bioder jest dowolny, gdyż panuje moda na poszerzane doły.

Gazeta Wyborcza

"Takiego wesela jeszcze nie było"


Targi ślubne i weselne rozpoczęły się, gdy pod wynajętą "Na skałce" w Jaworznie restaurację podjechała limuzyna, z której wysiedli państwo Andrzej i Anna Gontarzowie. Pełniący rolę pana młodego pan Andrzej wniósł swoją małżonkę do sali na piętrze. Po zakończeniu ceremoniału, goście przypatrujący się temu wydarzeniu zmienili się w zwiedzających stoiska, na których nie zabrakło jadła, napitku, kwiatów oraz wielu innych akcesoriów i ofert związanych z organizacją i obsługą wesel.
Kankan dla rozbawienia
Rola zespołu przygrywającego gościom przypadła grupie "Top Dance'' z Pogorzyc. Zespół powstał pod koniec lat osiemdziesiątych. Przed pięcioma laty z kwartetu stał się triem, w którego skład wchodzą Jacek Likus, Mariusz Magiera i Krzysztof Patyk. By skorzystać z ich usług, trzeba zapłacić 1500-1600 złotych za wesele i poprawiny. Zespół należy sobie "zaklepać'' pół roku wcześniej. Dawniej, żeby poszerzyć repertuar, trzeba było odpisywać słowa z magnetofonu i samemu aranżować piosenki. Teraz do dyspozycji są płyty kompaktowe będące w sprzedaży tuż po ich wydaniu oraz wydawnictwa z nutami, jest więc dużo łatwiej ocenił jeden z członków zespołu "Top Dance", którego instrumentarium składa się z dwóch syntezatorów i elektronicznej perkusji. W pobliżu muzyków na sąsiednim stoliku swoją ofertę przedstawił prezenter z Chrzanowa. Przy pomocy przenośnego sprzętu mogę tak zagrać w czasie uroczystego wyjścia młodych z domu, że wielu gości będzie przekonanych, że słyszą orkiestrę. Podczas samego wesela puszczam przeboje dostosowane do gustów gości. No i oczywiście nie zapominam o zabawach. Gdy dorośli odpoczywają po tańcach, zajmuję się dziećmi. A gdy trzeba zabawić towarzystwo, proponuję konkursy, które sprawdzają się na każdym weselu. Jak choćby kankan w wykonaniu pań, obserwowany przez leżących na parkiecie panów. A wszystko za sumę kilkakrotnie mniejszą od gaży orkiestry zachwalał zalety zaproszenia na wesele prezenter Henryk Czerwonka, który wraz z bratem Wiesławem pracuje w tej branży od kilku lat.
Rosołowa tradycja
Duży tłok panował przy pobliskich stołach. Szybki rzut oka na wizytówki leżące obok specjałów przyniósł informację, że degustację przygotowali współwłaściciele działającej od tego roku w Myślachowicach restauracji "Arkady". Maksymalnie może się u nas pomieścić 120 osób. Staramy się robić nieszablonowe imprezy. Ale niekiedy trudno jest wykorzenić niektóre kulinarne przyzwyczajenia, jak choćby to, że niezbędny na weselu jest rosół z makaronem. Proponujemy takie dania, jak zrazy z ciepłym chlebem lub schab ze śliwkami. Naszą specjalnością jest stół wiejski mówił Mirosław Kaletka. W tym czasie jego ubrany w biały strój kucharza wspólnik - Tomasz Dura pozował do kolejnego zdjęcia przy takim właśnie stole z wędliną, oblężonym przez biorących udział w degustacji. Nie mniej zainteresowanych krzątało się przy stoisku chrzanowskiej kwiaciarni "U Ani", której właścicielką jest Anna Puchalska. Nie da się zrobić dwóch jednakowych wiązanek. Każda jest w jakiś sposób oryginalna. Czasami bywają jednak okresy, w których jedne kwiaty cieszą się większym wzięciem od innych. Na przykład przez pewien czas po ślubie Kingi Rusin z Tomaszem Lisem modne były bukiety z margaretek informował mężczyzna stojący przy stoliku ozdobionym fantazyjnymi wiązankami. W rogu sali na zwiedzających czekała dekoratorka, informująca o sposobach przystrajania stołów i sal. Po moim własnym ślubie przed trzynastoma laty, na który sama zrobiłam dekorację, znajomi poprosili, bym i im przygotowała wystrój sali i stołów. Potem zainteresowanych było coraz więcej, pomyślałam więc, że zajmę się tym bardziej poważnie - zwierza się Mariola Korcz z Żarek, która jako dekoratorka dorabia do nauczycielskiej pensji. Generalnie, ludzie nie chcą bibułkowych ozdób. Jeśli już wynajmują kogoś do dekoracji chcą, by zrobić fantazyjne kosze lub kule a nie baloniki. Niełatwą sztuką jest przystrojenie sali, co zabiera mi nie mniej niż dwa dni. Najbardziej pracochłonne jest dekorowanie dwupoziomowej sali w Dulowej. Żeby przy gotować ją przed weselem trzeba pracować tam aż tydzień.
Lincolnem do ślubu
W rogu sali usadowił się Jacek Nowak z Chrzanowa, prowadzący agencję zajmującą się kompleksową obsługą wesel. By można było ruszyć z takim interesem, najpierw trzeba zainwestować. Na przykład musiałem zgromadzić kasety i płyty kompaktowe. Jest ich tyle, że gdybym puszczał je po kolei, wystarczyłoby na miesiąc grania bez powtórzenia któregokolwiek z przebojów - mówi. W jego ocenie wymagania klientów są coraz większe, co powoduje konieczność dostosowania oferty agencji do potrzeb. Na weselach podaje się teraz łososie, filmuje się w systemie Super VHS lub cyfrowymi kamerami. Ale dalej liczy się głównie dobra zabawa. Jak choćby przy rock and rolu lub walcu, przy tańczeniu których dla urozmaicenia podczas jednej z zabaw proponuję, by panie ubrały płetwy. Goście mają wtedy rozrywkę dodaje Jacek Nowak. Osoby zainteresowane wzorami ślubnych zaproszeń przystawały przy stojącym w rogu stoisku Jarosława Czajczyka. Rodzice mieli kamerę, więc spróbowałem kręcić. Najpierw dla znajomych, potem już bardziej profesjonalnie. Potem doszła do tego mała poligrafia - informuje mieszkający w Chrzanowie student informatyki, prezentując pięćdziesiąt wzorów zaproszeń. Na targach można było też przejrzeć oferty podróży poślubnych (choćby do Hiszpanii) i zobaczyć suknie ślubne, wystawione przez katowicki salon "Loretta''. Wzrok wielu przechodzących przykuwały zwłaszcza warte około 2.500 zł śnieżnobiałe suknie ślubne francuskiej firmy "Cymbeline". Ciekawi zaglądali też do stojących przed lokalem lincolnów, przystrojonych na tę okazję złotymi wstążkami. Ubrany w nienagannie skrojony czarny garnitur kierowca informował, że godzina jazdy długim na osiem metrów pojazdem kosztuje200zł. Zapytany o to, czy zdarzało mu się wykonywać usługi na terenie ziemi chrzanowskiej, stwierdził, że rzadko zagląda w tamte strony, gdyż większość zleceniodawców to mieszkańcy będących siedzibą firmy Katowic i okolicznych miast.
Ciasno, ale fajowo
Zwiedzający byli generalnie zadowoleni z możliwości uczestniczenia w jak reklamowali imprezę organizatorzy - pierwszych na świecie targach usług ślubnych i weselnych. Szkoda, że w czasach, gdy braliśmy ślub, trzeba było samemu o wszystko zadbać, bo rynek usług weselnych wtedy nie istniał żałowały trzebinianki Barbara Zawita i Regina Kosobudzka, które o imprezie dowiedziały się z "Przełomu". Z ust gości dało się słyszeć jedynie drobne narzekania na zbyt małe rozmiary sali i nie najlepsze oświetlenie. Na targach, których przygotowanie zajęło nam dwa miesiące, zaprezentowało się 46 wystawców. Zainteresowanie przerosło nasze oczekiwania. Dlatego chcieliśmy wynająć halę sportową, ale okazało się to zbyt kosztowne. Na pewno impreza będzie kontynuowana. Być może w przyszłym roku zorganizujemy ją w Chrzanowie, bo wiele osób, uczestniczących w targach, przyjechało właśnie z tamtych okolic powiedziała "Przełomowi", mieszkająca w Byczynie (ale pochodząca z Chrzanowa) Anna Gontarz, która podczas targów jeszcze raz mogła być panną młodą.

Marek Oratowski (Przełom)

"Targi jak z bajki"


Pierwsze na świecie "Targi Usług Ślubnych i Weselnych" odbyły się 14 listopada w Jaworznie - na "Skałce". Dokładnie 8 lat temu na ślubnym kobiercu stanęli Anna i Andrzej Gontarzowie - organizatorzy targów.

-Ta impreza była prezentem dla mojej żony w 8 rocznicę ślubu - opowiada Andrzej Gontarz. - Powtórzyliśmy sobie ślub. Powiedziałem żonie, że ma się przebrać w swoją suknię ślubną i przyjechać pod Urząd Miejski. Tam czekały cztery lincolny i mój maluszek. Jechaliśmy przez cale miasto na sygnale w asyście policji. Gdy dojechaliśmy na targi, to przywitano nas chlebem i solą, grał zespól muzyczny - jak na prawdziwym weselu.
Taki był początek targów, które odbiły się głośnym echem w całym kraju. Relacje z nich pojawiły się nie tylko w telewizji regionalnej, ale i ogólnopolskiej. W targach uczestniczyło 46 wystawców - z Jaworzna, Chrzanowa, Trzebini i Libiąża. Swoje usługi reklamowali między innymi wideorejestratorzy, fotograficy, muzycy, gastronomowie oraz dekoratorzy wnętrz i kwiaciarze. Stoiska miały także biura podróży, a nawet... wróżka, która przepowiadała przyszłość narzeczonym. Wśród młodych kobiet emocje budziły przepiękne suknie ślubne. Dla wszystkich największą atrakcją była możliwość degustacji weselnych ciast i potraw. Targi trwały zaledwie cztery godziny, ale stoły z potrawami weselnymi opustoszały już po trzech.
-Zaprosiłem nawet pewną panią kucharkę z Byczyny, która obsługuje wesela - mówi Andrzej Gontarz. - Zachęciłem ją mówiąc, że to są targi dla ludzi takich jak ona, którzy pracują na weselach. Przyrządziła przeróżne potrawy, sałatki... Przyjechała na targi i gdy zobaczyła, jak to wygląda - złapała wszystko z powrotem i uciekła stamtąd. Restauracje zrobiły naprawdę wystawne stoły - srebrne serwisy, pieczone prosiaki. Odwiedzającymi targi były przede wszystkim narzeczeństwa. Panu Andrzejowi udało się różnymi drogami dotrzeć do 150 par i poinformować je o swoim przedsięwzięciu.
Po targach został zorganizowany bal dla zaręczonych. Na początku odbył się pokaz sukien ślubnych, które prezentowały finalistki wyborów Miss Śląska i Zagłębia. Gospodarzami balu było młode małżeństwo - Marta i Jarek Zabawscy - którzy wzięli ślub zaledwie trzy tygodnie temu (ich ślubne zdjęcie ozdobiło katalog dotyczący targów ślubnych). Prócz nich gości bawili profesjonalni prezenterzy muzyczni. Było wiele konkursów i zabaw... - Ogłosiliśmy, że na sali znajduje się Kopciuszek i do godzi- ny 24.00 musimy go znaleźć, bo nam ucieknie - opowiada pan Andrzej. - Zabawa ta polegała na tym, że znaliśmy dokładne wymiary Kopciuszka, bo mieliśmy jego piękną suknię, buciki, welonik, rękawiczki. Trzeba było znaleźć panienkę, która by idealnie odpowiadała tym wymiarom. Przez cały bal "przemierzyliśmy" prawie wszystkie panie - Kopciuszkiem została, pani Anna Zugaj. Na zakończenie balu młoda pani Zabawska, która wystąpiła w swojej ślubnej sukni, przekazała jej swój welon. Dostała również bukiet ślubny i od tej pory zaczęła pełnić rolę gospodyni balu. Podczas zabawy kamerzyści wybrali także najlepszą kapelę weselną. Został nią zespół muzyczny z Jaworzna - "Jupiter". Kolejne targi państwo Gontarzowie planują w przyszłym roku. Tym razem zorganizują je w Chrzanowie i zaoferują towary i usługi nie tylko dla nowożeńców, ale także dla dzieci idących do komunii. Również w Jaworznie odbędą się kolejne targi; Andrzej Gontarz ma nadzieję, że uda mu się zorganizować je z jeszcze większym rozmachem.

URSZULA CZOPEK (Tydzień w Jaworznie)


"Worek pieniędzy dla narzeczonych"


Pokaz mody ślubnej rozpoczął bal dla zaręczonych par, który odbył się 14 listopada w Jaworz-nie. Bal był częścią targów usług ślub-nych i weselnych. Po czterogodzinnym zwiedzaniu stanowisk wystawowych i zbieraniu wizytówek, przyszłe młode pary mogły się odprężyć. Do tańca przygrywały cztery kapele. Jak się okazało, w czasie zabawy też trzeba było się skupić - może jeden z zespo-łów mógłby zagrać w czasie planowa-nego wesela?
- Planujemy ślub na wrzesień. Już teraz trzeba zamawiać niektóre rzeczy. Byliśmy rano na targach, z których mamy mnóstwo wizytówek. To pomo-że nam w dokonaniu najlepszego wy-boru - zdradzili nam swoje plany Ga-brysia i Piotr.
Na narzeczonych czekało wiele atrakcji. Najwięcej emocji wzbudził konkurs zbierania monet. Nagrodą był woreczek pieniędzy. Dużą popularnością cieszyła się również wróżka, do której panny udawały się po przepo-wiednie. Wszystkie miały zapisaną w kartach szczęśliwą przyszłość.
Te, których wymiary odpowiadały kryteriom ustalonym przez organizato-rów, mogły walczyć o tytuł Kopciusz-ka. Nagrodą była suknia ślubna. Jeśli jakiejś pani brakło kilku centymetrów, mogła liczyć na wygraną w losowaniu zaproszeń.
Podczas każdej przerwy odbywało się losowanie nagród dla par, które podbiły zaproszenia rano, na targach. Nagrody, np.: kolacja dla dwojga, bal sylwestrowy czy podróż poślubna - za-dowoli nawet najbardziej wybredne osoby.
Spośród zespołów, które grały do tańca, goście wybierali najlepszą gru-pę. Złotą płytę oraz tytuł najlepszego zespołu roku otrzymał "Jupiter" z Jaworzna.
Zabawa trwała do rana, ale już od 24.00 przed budynkiem czekał mini-bus, który odwoził gości do Chrzano-wa i Trzebini.
Zachęceni sukcesem imprezy orga-nizatorzy na przyszły rok zapowiedzieli targi ślubno - komunijne. Tym razem odbędą się na ziemi chrzanowskiej. My też .tam będziemy.

(KS) Przełom


Tort weselny na 1000 osób


Jak już informowaliśmy, 12 listopada szykuje się w Chrzanowie potężna impreza - ślub i wesele honorowej pary końca stulecia. Andrzej Gontarz - inicjator pomysłu, rozpoczął poszukiwanie głównych bohaterów i sponsorów całego przedsięwzięcia.
Sprawa już wyszła poza powiat - mówi Andrzej Gontarz - znaleźli się sponsorzy z Jaworzna, Oświęcimia i innych miast. Powiem może o najciekawszych propozycjach. Ciastkarnia "Ania" z Jaworzna kreśli już projekty tortu weselnego - prawdziwego giganta. Młoda para obdzieli nim ponad 1000 osób. Nowa firma rozrywkowa "Banchetto" z Trzebini przygotuje wieczór panieński i kawalerski. Będą to również imprezy publiczne. Dla tych osób które nie mają z kim przyjść na wesele, firma zorganizuje wieczorek zapoznawczy przy dobrej muzyce. Na weselu zobaczymy bardzo nietypowy, nowatorski pokaz mody ślubnej.
Honorową parę ślubną wybiorą dziennikarze mediów lokalnych na spotkaniu dn. 16 sierpnia o godz.18.00 w redakcji "Przełomu" Zapraszamy wszystkie zainteresowane pary narzeczeńskie. Natomiast jeżeli jest jakiś chłopak który jeszcze się nie oświadczył swojej wybrance, a chce to zrobić szybko i bardzo oryginalnie, może się skontaktować z Andrzejem Gontarzem tel. 616 19 09

Powiatowe wesele tysiąclecia


Konferencja prasowa i inwazja komarów Duszne, sierpniowe popołudnie. Godzina osiemnasta. Pod redakcję "Przełomu" podjeżdżają oznakowane samochody. Pojawia się białe cinquocento z Radia Kraków. Innym autem przyjeżdża reporterska para z "Wyborczej": dziennikarka i fotograf w czerni. Nie brakuje przedstawicieli telewizji - TVN wysłał młodą reporterkę. Gościmy również naszą lokalną konkurencję w postaci przedstawicielki "Gazety Krakowskiej". Na ulicę Długą w Trzebini przyjechali także dziennikarze z innych lokalnych mediów: radia CCM, czasopisma "Tydzień w Jaworznie" i "Dziennika Zachodniego".
Nie często udaje się zgromadzić tak liczną gromadkę dziennikarzy w jednym miejscu. Podobne zloty zdarzają się, gdy trafi się naprawdę widowiskowy wypadek, ewentualnie wybuch bomby, przyjedzie gwiazda filmowa albo medialnie atrakcyjny polityk.
Żadne z tych wydarzeń nie miało jednak miejsca w zeszłą środę w "Przełomie".
Dziennikarze mediów lokalnych mieli tym razem bardzo odpowiedzialne zadanie wybrania pary narzeczeńskiej, która będzie bohaterem wesela tysiąclecia organizowanego przez Andrzeja Gontarza. Pierwsze ogłoszenia o tym przedsięwzięciu ukazały się w lokalnej prasie na początku lipca. Zgłosić mogła się każda para. Organizator postawił tylko kilka warunków: dziewczyna musi być mieszkanką powiatu chrzanowskiego, ślub ma być prawdziwy, młodzi zakochani i sympatyczni. Wydawało się, że te obostrzenia nie sprawią nikomu większych trudności. Poza tym na nowożeńców czekało wiele atrakcji: wieczór panieński i kawalerski na kilkaset osób, tort weselny dla tysiąca gości, suknia ślubna szyta na miarę przez renomowany salon mody oraz prezenty od sponsorów.
Główny organizator wesela, czyli Andrzej Gontarz, odebrał kilkanaście telefonów od zainteresowanych par.
- Mam cztery pary pewne, ale myślę, że zjawi się co najmniej dziesięć - mówił jeszcze w środę o piątej po południu pan Andrzej.
Tymczasem nastała godzina zero, czyli osiemnasta. W redakcji "Przełomu" zjawiła się jedna, nieco wystraszona para: Aneta Kamińska i Dominik Jaworski, obydwoje z Chrzanowa. Potem przyszli Klaudia Kępka i Wojciech Kuliński z Trzebini. Niemałym zaskoczeniem było pojawienie się pary z sześciomiesięcznym dzieckiem. Dorota i Ryszard Heńczak, bo o nich tu mowa, są małżeństwem od dwóch lat. Zdecydowali się na wzięcie udziału w konkursie, gdyż od dawna planowali zawarcie ślubu kościelnego. Inne pary nie przychodziły.
- Jest wcześnie. Może jeszcze przyjdą - pocieszali się nawzajem dziennikarze i zaniepokojony Andrzej Gontarz. Niestety, nieubłaganie mijały minuty, a nikt nowy się nie pojawiał. - No to zaczynamy - podjął ostateczną decyzję pan Andrzej. Tak więc kilkunastu dziennikarzy i fotoreporterów zasiadło naprzeciw trzech par. Pierwszym zadaniem, jakie do wykonania mieli narzeczeni, było wypełnienie krótkiej ankiety. Pytania dotyczyły przede wszystkim danych osobowych, adresu, wieku, wykształcenia i zatrudnienia. Tradycyjnie pojawiło się pytanie o zainteresowania i pomysły na spędzenie wolnego czasu, na które młodzi ludzie odpowiedzieli równie tradycyjnie: kolacja przy świecach i dobre wino. Zapachniało randką w ciemno.
Po części ankietowej rozpoczęła się minikonferencja prasowa. Dla porządku należy dodać, że dziennikarzy oprócz zadawania pytań i wysłuchiwania udzielanych odpowiedzi w równym, a może nawet większym stopniu absorbowała poważna sprawa inwazji komarów. Komary mają bowiem ten paskudny zwyczaj, że lubią kąsać wieczorową, letnią porą. Nie inaczej było tym razem. Złośliwe owady zupełnie nie dostrzegły powagi sytuacji i cięły niemiłosiernie. Tak więc poważni przedstawiciele mediów zadawali pytania machając jednocześnie energicznie rękami, a w skrajnych przypadkach także nogami. Młode pary odpowiadały na niezbyt skomplikowane pytania o pierwsze spotkanie, wady i zalety partnera, wspólne cele i marzenia. Jak na prawdziwy konkurs przystało, nie zabrakło zadań, nazwijmy je, fizycznych. Młodzi musieli na oczach zgromadzonych dziennikarzy wykonać efektowny pocałunek na stole. Udało się znakomicie. Jedynie co skromniejsi dziennikarze odwracali taktownie oczy. Problemy pojawiły się, gdy poproszono pary o opowiedzenie dowcipu. Zadanie to okazało się niewykonalne. Tak więc sprawdzian spontaniczności wypadł blado.
Konferencja trwała około godziny. Młodym parom podziękowano i jury przystąpiło do obrad. Decyzję o wyborze tej jednej jedynej pary podejmowali przedstawiciele przybyłych redakcji: Dorota Dawielak z TVN, Katarzyna Kopeć z "Tygodnia w Jaworznie", Lidia Góralewicz z "Gazety Krakowskiej", Katarzyna Chrzanowska z radia CCM, Edyta Banasik z "Dziennika Zachodniego", Renata Radłowska z "Gazety Wyborczej", Małgorzata Ćwikła z Radia Kraków oraz Alicja Molenda z "Przełomu". Obrady jury były dość burzliwe. Nie zdradzimy szczegółów, ale możemy ujawnić, że poważnie wahano się między dwiema parami. Ostatecznie werdykt zapadł niemal jednogłośnie. Szanowna komisja sędziowska ( choć niektórzy cały czas drapali się po poszczypanych przez komary łydkach i rękach ) zdecydowała, że parą tysiąclecia będą Aneta Kamińska i Dominik Jaworski. Zwycięzcy o wyborze dowiedzieli się jeszcze tego samego dnia. Obiecujemy, że pilnie będziemy śledzić przygotowania Anety i Dominika do wielkiego, powiatowego wesela.

Katarzyna Białas (Przełom)


Pierwszy tydzień przygotowań Anety i Dominika do powiatowego wesela był zupełnie inny niż się spodziewali. Okazało się że najpierw muszą udzielić wielu wywiadów dziennikarzom którzy ich wybrali. Zasada jest prosta - aby pójść na wesele naszej powiatowej pary ślubnej, mieszkańcy muszą ją wcześniej poznać. A to wiąże się ze sławą i popularnością. Narzeczeni gościli w redakcjach kilku gazet, udzielali na żywo wywiadów w radiu, byli także gośćmi telewizji Chrzanowskiej. (zobaczymy to w niedzielę o godz. 16.00)
Jesteśmy już rozpoznawani - cieszy się Aneta - pierwszy był dziadek który pokazał nas palcem swojemu wnukowi i powiedział: popatrz to ta para co będzie mieć wesele stulecia! To nawet jest miłe - dodaje Dominik - ludzie się do nas uśmiechają, nie myślałem że aż tylu czyta Przełom. Czasami zjada nas trema, nie jesteśmy przecież zawodowcami. To przyszło tak szybko, boję się że to sen i że się obudzę.
Jak przystało na prawdziwe gwiazdy, otrzymali fachową opiekę dyplomowanej wizażystki Joanny Kościelniak z Chrzanowa. W jej zakładzie przy ul. Sienkiewicza zawitają przed każdym publicznym występem. Makijaż, solarium, manicure i inne usługi mają zapewnione aż do ślubu - zupełnie za darmo.
Od najbliższego piątku przygotowania ruszają pełną parą. Zamierzają dać na zapowiedzi. Chcieli by wziąć ślub w kościele Matki Bożej Różańcowej - jest duży i przestronny, a spodziewają się że przyjdzie więcej zainteresowanych osób niż tylko własna rodzina. Ksiądz Wojciech - proboszcz parafii wyraził zgodę na taki publiczny ślub pod warunkiem że będzie miała charakter religijny, a nie wielkiego cyrku - jak to określił. Narzeczeni muszą jeszcze załatwić formalności "w Mikołaju" bo tam należą z racji miejsca zamieszkania.
Dominik i Aneta postanowili osobiście zaprosić wszystkich gości weselnych! Zadanie wręcz niebywałe, ponieważ organizator Andrzej Gontarz już wkrótce wręczy im kilka tysięcy zaproszeń! Spotkamy ich w miejscach publicznych, w najbliższych dniach będzie to np. ul. Krakowska. Nie chcemy być wyłącznie osobami obdarowywanymi - zarzeka się Aneta - zamierzamy prowadzić działalność charytatywną bo zawsze to robiliśmy z Dominikiem. W czasie zapraszania gości będziemy również kwestować aby pomóc pewnemu dziecku. Mam pewien osobisty dług wdzięczności i dzięki tej popularności mam szansę go spłacić.
Pytana o szczegóły - macha ręką - ...może innym razem. Wkrótce odwiedzą dwa salony ślubne w Jaworznie. Stamtąd mają pierwszych chętnych do sponsorowania sukni ślubnej. A w najbliższy piątek o godzinie 19.00 zostali zaproszeni na egzotyczną kolację do greckiej restauracji w Chrzanowie przez jej właściciela Narzeczonym będzie towarzyszyć ekipa telewizji TVN która kręci o nich reportaż. Mamy obiecane, że jako pierwsi dowiemy się o czasie emisji programu. Nie omieszkamy Was o tym poinformować.

"Przełom"


Różni ich tylko 40 centymetrów.


Poznali się za pośrednictwem Telegazety, w której Aneta zamieściła ogłoszenie, zachęcające do korespondencji z nią. Dominik napisał list, a po niespełna roku zaproponował ślub. Gdy przeczytał w prasie ogłoszenie, że potrzebna jest para, która na swoje wesele zaprosi wszystkich mieszkańców powiatu chrzanowskiego, nie zastanawiał się długo. Aneta, także nie dała się namawiać. Staną na ślubnym kobiercu 12 listopada.
Historia poznania i zaręczyn Anety Kamińskiej i Dominika Jaworskiego rozpoczęła się w miejscowości na Podlasiu - Wysokie Mazowieckie.
- Siedziałam z koleżanką przed telewizorem i czytałyśmy Telegazetę. Naszą uwagę przykuły ogłoszenia, w których osoby przedstawiały się i zachęcały do korespondencji. Postanowiłyśmy wysłać swoje ogłoszenie. Szukałyśmy koleżanek i kolegów. O do mnie odpisali sami chłopcy. Od razu spodobał się list Dominika. Był bardzo krótki bardzo chciałam się o nim dowiedzieć czegoś więcej - opowiada Aneta.
Randka z Warszawy do Częstochowy
Korespondencja nabrała zawrotnego tempa. Wymienili się zdjęciami i po kilku tygodniach Dominik zaproponował spotkanie.
- Na tą randkę musiałem jechać aż do Warszawy. Robiłem to trochę na złość wszystkim, którzy przekonywali mnie, że znajomości na odległość nie mają przyszłości. Powtarzali to później, gdy zapamiętale w weekendy jeździłem do Anety - opowiada Dominik.
Przyjechałam na Dworzec Wschodni w Warszawie. Była 21. Już z daleka poznałam Dominika. Miałam ochotę uciekać, bo czubek jego 204 -centymetrowej postury zdobiły długie włosy, których ja u mężczyzn bardzo nie lubię. Na szczęście przypomniałam sobie jego pełne ciepła listy. Do tchórzów nie należę, więc podeszłam - opowiada wrażenia z pierwszego spotkania Aneta. Ponieważ na pierwszą randkę wybrali sobie Częstochowę. całą noc spędzili w pociągu. Po zwiedzeniu miasta i Jasnej Góry postanowili odwiedzić Olsztyn i jego piękne ruiny zamku.
Miłość tuz przed wypadkiem
Byt naprawdę piękny dzień. Tak miło spędzało mi się z Anetą czas, że już wtedy postanowiłem wyznać jej swoje uczucia. Czułem, że do końca nie wierzy w moją szczerość, ale dala mi nadzieję dalszych spotkań i już wtedy wiedziałem, że będę z nią na zawsze. Przepojony tą radością zacząłem biec w dół zbocza, aż do momentu, gdy nagle... zbocze się urwało, a ja wpadłem w przepaść. Nie wiem, jak długo leciałem, ale gdy już spadłem, było wokół mnie bardzo dużo ludzi, pytali, czy się nic nie stało. Otrzepałem się i pożaliłem się, że nowe spodnie się podarły. Dopiero po kilku minutach zobaczyłem przepaść, z której spadałem i uświadomiłem sobie, że właściwie to otarłem się o śmierć. Dopiero wtedy zacząłem się bać - wspomina wydarzenia sprzed ponad roku Dominik. Śmiejąc się przy tym do rozpuku, zaznacza, że tego dnia sytuacja nie była zabawna.
Sielskie narzeczeństwo
Potem już wszystko toczyło się normalne. Dominik jeździł na randki na Podlasie i wcale nie ukrywa, że starał się przypodobać przyszłym teściom. Ponieważ długie włosy, w rodzinnej miejscowości Anety nie były powodem do dumy i chwały, podjął męską decyzję i ściął się na klasycznego jeża. Sześcioro rodzeństwa Anety polubiło go - od razu, a najbardziej najmłodsza Agnieszka, dla której do dziś "szwagier" służy jako skocznia, trampolina i szereg innych przyrządów gimnastycznych. Tato Anety z wdzięczności, że znalazł się kandydat do jej ręki, obiecał mi transporter wódki. Jeszcze nie wypłacił, ale być może po ślubie... - żartuje przyszły pan miody.
Kolejne ogłoszenie
Po oświadczynach przy huku petard na chrzanowskim placu Tysiąclecia Aneta zamieszkała w Chrzanowie, a Dominik ponownie zaczął bacznie studiować prasowe ogłoszenia. Oprócz informacji, które mogły się przydać przy urządzanym dla przyszłej żony mieszkaniu, znalazł wiadomość o powiatowym ślubie i poszukiwaniach pary, która odegra na nim główną rolę. Nie musiał mnie długo namawiać. Na rozmowę postanowiłam pójść dla zabawy. Do końca nie wierzyłam w zwycięstwo, bo byłam pewna, że dziennikarze wybiorą Wojtka i Klaudię. Ale udało się, rodzina nam gratuluje, a my bardzo się cieszymy. Postaramy spisać się w swojej roli jak najlepiej - deklarują młodzi. Znają się doskonale, mają wspólne zainteresowania i jasno sprecyzowane plany na przyszłość. Jak sami mówią, jedyne co ich dzieli, to 40 centymetrów wzrostu. Zapraszają na swój ślub i wesele, obiecując jednocześnie, że rozbawią wszystkich.

Lidia GÓRALEWICZ (Gazeta Krakowska)


Wesele dzięki targom weselnym.
12 listopada to wielki dzień dla powiatowej pary - Anety Kamińskiej i Dominika Jaworskiego. O godz. 9.00 biorą ślub w Kościele M.B. Różańcowej w Chrzanowie na który wszystkich Państwa zapraszają. W tym samym czasie tuż obok, w hali sportowej będą się odbywały Targi Usług Weselnych i Komunijnych.
"Targi jak z bajki" - tak nazwała tą imprezę jedna z gazet. Zobaczymy wystawę osiągnięć całego rynku ślubno weselnego. Od stoiska kucharki czy kelnerki po wielkie salony ślubne. Hala zapełni się kwiatami, wystawnymi stołami które przygotują restauracje, będziemy podziwiać wystawy fotograficzne, próbki dekoracji kościołów, sal weselnych, dekoracje balonowe, a przed halą będzie można podziwiać luksusowe limuzyny. Także w stylu retro. Na targi zapraszamy wszystkich - nie tylko narzeczonych. Impreza jest bardzo widowiskowa. Bardzo ją lubią dziennikarze z prasy, radia i telewizji. Targi weselne będą czynne od godz. 10.00 do 15.00.
O godzinie 17.00 już w innym miejscu (w Błękitnej Lokomotywie) rozpocznie się prawdziwe wesele powiatowe. Sponsorami ślubu i wesela są firmy związane z tą branżą.
Zespoły muzyczne i wodzireje zadbają o dobrą zabawę, a restauracje naszego regionu przygotują poczęstunek w ramach reklamy. Dekoratorzy zadbają o wystrój sali weselnej... Wesele powiatowe ma szansę się odbyć tylko dzięki targom weselnym.
Narzeczeni również zostali obdarowani przez te firmy. Sesje fotograficzne wykonują dwa studia - Jacka Gniewka z Trzebini i Marcina Łysaka z Chrzanowa. Młodą Parą już od początku opiekuje się wizażystka Joanna Kościelniak z Chrzanowa, o bukiety zadba kwiaciarnia "Irys" z Chrzanowa, o fryzury zadba salon "Viola" z Chrzanowa. Młodzi pojadą do ślubu limuzyną typu "Lincoln" Dekoracje kościoła wykona firma "Szyk" z Chełmka, a w kościele zagra trębacz - Zdzisław Mucha. Pan Młody otrzymał garnitur od sklepu "Sunset suits" mieszczącego się w Chrzanowie w rynku. Suknię ślubną ufundował Anecie salon "Loretta" z Katowic z ul. Sokolskiej.
Wcześniej informowaliśmy o salonie "Elis" z Jaworzna. Niestety musieliśmy poszukać innego sponsora. Właścicielka narzucała swoją wizję ubioru pary powiatowej i traktowała Anetę jak manekina reklamowego, a to przecież nie o to chodziło. Kiedy okazało się, że na oficjalnej ślubnej fotografii ma wystąpić w kapeluszu - zgodnie zaprotestowaliśmy. Przecież niewinna młoda dziewczyna, w dodatku powiatowa panna młoda powinna mieć piękny długi welon. Właścicielka stwierdziła, że Chrzanów to dla niej "wiocha" i wycofała się z całego przedsięwzięcia.
W Katowicach w salonie "Loretta" Aneta mogła sama wybrać wymarzoną suknię spośród 200 modeli. A gdy okazało się że jest troszkę za duża, właściciel - pan Mateja, postawił całą ekipę szwalni na nogi i zupełnie nowa suknia została uszyta w ciągu trzech godzin, tak abyśmy mogli zdążyć jeszcze na wcześniej umówioną sesję fotograficzną.
Na wesele powiatowe może czuć się zaproszony każdy mieszkaniec powiatu chrzanowskiego. Aby bawić się na weselu Anety i Dominika nie trzeba mieć zaproszenia. Również nie przewidujemy biletów wstępu. Prezent także nie jest obowiązkowy. Pamiętajmy jednak, że Państwo Młodzi dzielą się z nami swoim najszczęśliwszym dniem w swoim życiu. Własnoręcznie wypisana kartka z życzeniami będzie dla nich wspaniałą pamiątką po weselu na którym bawił się cały powiat chrzanowski.

Wesele na całe miasto


6 białych Lincolnów, wystrzał z armatki wiwatówki, dwumetrowy tort, zabawa w dyskotece dla 3 tysięcy osób - tak w Chrzanowie (Małopolska) pobrali się 22-letnia Aneta Kamińska i 25-letni Dominik Jaworski. Młodej pary nic to nie kosztowało. Wszystko dostali w nagrodę za odwagę, że zechcieli pobrać się w listopadową niedzielę przy okazji trzecich Targów Weselnych.
O godz. 9.00 przed kościół Matki Bożej Różańcowej zajechała kawalkada Lincolnów pilotowanych przez policjantów na białych motorach Hondach.
- Co to, Gołota przyjechał? - dziwił się starszy jegomość. Po chwili nie miał już wątpliwości, że to ślub, gdy z jednej z limuzyn wysiedli nowożeńcy. On wysoki, przystojny, ona - drobna, bardzo ładna blondynka. Gdy umilkł hejnał grany na schodach kościoła, wyraźnie stremowana tłumem gapiów para młoda weszła do świątyni. Po sakramentalnym "tak" młodzi przeszli do pobliskiej hali sportowej, by otworzyć trzecie Targi Weselne.
- Najlepiej zostawię im go na pamiątkę - śmiała się panna młoda, gdy kolejny raz welon spadł jej z głowy.
Gdy nowożeńcy oglądali stoiska, po hali przemykał się Andrzej Gontarz. Ten weselny kamerzysta najpierw wymyślił targi, a teraz wpadł na pomysł, by ozdobić je prawdziwym weselem. Spośród kandydatów wybrał Anetę i Dominika. Potem załatwił sponsorów, którzy ubrali ich i pomogli zorganizować imprezę dla całego miasta. O przygotowaniach do uroczystości pisaliśmy w piątkowym wydaniu "Super Expressu".
- Wcześniej planowaliśmy uroczystość dla 20 osób, a tu, proszę - cieszyła się Aneta.
- Córka jest odważna, ja bym się za nic nie zgodziła na taki szum - zdradziła nam jej mama.
Wesele było iście szampańskie. Na gości czekał potężny, dwumetrowej średnicy tort i gigantyczna liczba potraw, sporządzona przez 10 restauracji. Do tańca przygrywało kilka zespołów.
- Oby żyli tak bogato i szczęśliwie, jak szczęśliwe i bogate mają wesele - mówili goście uczestniczący w zabawie

Super Expres


Ślub stulecia dla każdego.

 

Miejsce: Chrzanów - niewielkie miasto powiatowe pomiędzy Katowicami, a Krakowem. Co roku odbywają się tu targi ślubno weselne dla narzeczonych. Organizator - Andrzej Gontarz - na co dzień kamerzysta weselny, wpada na szalony pomysł aby targi uświetnić prawdziwym ślubem i weselem na który młodzi zaproszą cały powiat. Wszystkim mieli by zająć się wystawcy targów weselnych.
  Aneta i Dominik dowiedzieli się o eliminacjach na powiatową parę ślubną z lokalnej gazety. Poszli tam z ciekawości i z nadzieją, - z braku gotówki zmienili właśnie termin ślubu. Eliminacje były dla nich prawdziwym zaskoczeniem. Oni za stołem, a przed nimi kamery mikrofony, aparaty fotograficzne...
Andrzej Gontarz powołał do komisji dziennikarzy prasy radia i telewizji. Przybyli przedstawiciele kilkunastu redakcji. Eliminacje przerodziły się w prawdziwą konferencję prasową. Pytano o wszystko: zainteresowania, miłość, życie prywatne - kazano im się pocałować na stole przy wszystkich, wyznać miłość. Szukano pary medialnej, spontanicznej i jednocześnie odpowiedzialnej. Zasada była prosta - ta para będzie wypromowana przez media, będzie sławna. Mieszkańcy powiatu mają ją poznać i polubić. Tylko do takich osób chodzi się na wesele.
Padło na Anetę i Dominika. Dziennikarzy urzekła ich naturalność, szczerość i wielkie serce. Swoje życie poświęcili dla dzieci niepełnosprawnych. On student pedagogiki specjalnej, pracował społecznie w ośrodku dla niepełnosprawnych, ona - pełniła społeczną funkcję prezesa Polskiego Związku Niewidomych, opiekowała się dziećmi min. w Laskach. Następnego dnia ich zdjęcie było już we wszystkich gazetach. Rozpoczął się okres przygotowań do ślubu. Na każdym kroku towarzyszyły im media. Organizator wręczył im kilka tysięcy zaproszeń na ślub i wesele. Postanowili, że sami zaproszą wszystkich gości. Można ich było spotkać na ulicach, w urzędach, firmach...
Ludzie początkowo byli osłupieni - jacyś obcy, młodzi ludzie zapraszają ich na swój ślub i wesele. Sytuacja raczej niecodzienna.
Po pewnym czasie wszystko się zmienia, media jednak zrobiły swoje. Dominik i Aneta zaczynają być sławni. Po kilku audycjach w radiu i tv, są rozpoznawani na ulicy. Ludzie ich zagadują, pytają o ślub, przygotowania i czy naprawdę mają zamiar się pobrać. Zgłaszają się sponsorzy, salony chcą ubrać młodą parę, fotograficy zapraszają ją do swojego studia, o pannę młodą biją się fryzjerki, kosmetyczki, wizażystki. Otrzymują liczne zaproszenia - na fundowaną kolację do restauracji, na sesję rady miejskiej, powiatu, patronat nad weselem obejmuje starosta powiatu chrzanowskiego - Andrzej Saługa.
Aneta zauważa, że jako ludzie sławni mogą wiele zdziałać. Poprzez PCK nawiązują kontakt z sześcioletnią Klaudią chorą na rzadką chorobę sklerodermię. Postanawiają swym szczęściem podzielić się z jeszcze jedną osobą. Zaczynają kwestować na jej rehabilitację. Niedziela, 12 listopada 2000 r. Wspaniała słoneczna pogoda. Zbliża się godz. 9.00. Pod kościołem Matki Bożej Różańcowej w Chrzanowie zbierają się tłumy. Za chwilę ma przyjechać powiatowa para ślubna. Na miejscu są już wszystkie największe stacje telewizyjne. Informacja o bajkowym ślubie rozeszła się po kraju lotem błyskawicy i niektóre redakcje się zdublowały. Przyjechały np. trzy ekipy telewizji publicznej i dwie z TVN, Polsat, kilka rozgłośni radiowych, czasopisma ogólnopolskie, kolorowe tygodniki...no i my. Wreszcie są, przez miasto na sygnale przejeżdża kolumna siedmiu Lincolnów, dorożka, kilka samochodów retro, jakieś Mercedesy i inne limuzyny. Całość w konwoju efektownych policyjnych motocykli. W przystrojonej limuzynie jadą Państwo Młodzi. Pod kościołem wita ich orkiestra dęta. Do młodych podchodzi z obrączkami mała Klaudia. Ksiądz proboszcz Wojciech Bryja wita nowożeńców w drzwiach świątyni i wprowadza do środka. Kościół, choć największy w regionie, zapełnia się do ostatniego miejsca. Mszę Św. uświetnił występ potężnego chóru Canticum Canticorum i wokalistki Anny Ciuła.
Sama przysięga, jak na ślubie wielkich gwiazd - w otoczeniu kamer i mikrofonów. Dzięki dziennikarzom w ślubie mogło uczestniczyć jeszcze kilka milionów w całej Polsce. Aneta i Dominik opanowali stres i wzruszenie, słowa przysięgi wypowiedzieli spokojnie i z namaszczeniem.
Po mszy nowożeńcy zostali poproszeni o otwarcie targów weselnych tuż obok kościoła, w hali sportowej. Przywitała ich potrójna salwa armatnia. Za Młodą Parą na targi wchodzi jeszcze ponad tysiąc osób.
Do godziny 17.00 mają czas dla siebie i najbliższej rodziny.
Na wesele powiatowe zorganizowane w największej w powiecie dyskotece przyszło 2 - 3 tys. osób. Był tort gigant którym Państwo Młodzi obdzielili wszystkich gości, grało kilka kapel weselnych, imprezę prowadzili najlepsi wodzireje weselni. Życzenia składali burmistrzowie, radni, starosta, mieszkańcy...tradycyjne toasty, oczepiny, podziękowania dla rodziców - jak na prawdziwym weselu. Stoły z bezpłatnym poczęstunkiem przygotowały miejscowe restauracje.
Aneta i Dominik mają teraz mnóstwo zdjęć, dużo znajomych i nowych przyjaciół. Starosta chrzanowski obiecał w ramach prezentu pomoc w znalezieniu pracy. Po weselu nowa rodzinka wróciła do codziennych zajęć: studia, remont małego domku...czyli normalne życie zwykłych ludzi. Po latach ich dzieciom trudno będzie uwierzyć w to największe w Polsce wesele jakie przydarzyło się ich rodzicom.

"Ślub i wesele"




podstrona jest częœciš serwisu www.informator-weselny.pl